Od dołka do 304 km, czyli antena się kręci
Nowa antena kierunkowa, rotor i pierwsze próby: 304 km na 10 W w zawodach IARU. A potem do radiowego kącika dołączył wzmacniacz na 2 m.

Jak już mówiłam, jeśli chodzi o wysokość nad poziomem morza, to jest depresja wiślana, potem długo, długo nic… i dopiero mój dom 😂 A wokół górzyście. Pionowa antena na UKF i 10 W szału więc nie robiły. Ja słyszałam, mnie już niekoniecznie.
Zaczęłam więc mężowi opowiadać, jak fajnie byłoby mieć antenę kierunkową. Bo terenu nie podniesiemy, rozbudowy domu nie przewidujemy, przeprowadzki też… to może chociaż antenę? 😁
Najpierw dostałam od męża rotor. Potem długo, długo nic — wiadomo, sprawa musiała nabrać mocy urzędowej 😉 W końcu ruszyłam z pytaniami: od mojego kierownika technicznego po bliższych i dalszych znajomych. Antena dobrana, bez szaleństw — najpierw sprawdzimy, czy w moim dołku to zadziała. Do tego fider, żeby straty były małe, a cena nie zabiła, i komplet gotowy!
Pierwsze próby „ziemne”, czyli maszt wbity w ziemię. Wypadły dobrze, więc siup na dach! Tutaj jak zwykle pomogli klubowi koledzy, bo toto może nie wielkie, ale nieporęczne było. Podziękowania należą się też panu z Teltadu, który mimo nawału pracy i zbliżającego się urlopu antenę wykonał i dosłał. Świat jest pełen sympatycznych, pomocnych ludzi — czasem wystarczy się rozejrzeć 🙂
Test na zawodach IARU? 304 km na 10 W, przy propagacji, która jakoś specjalnie nie rozpieszczała 😁
I wydawałoby się, że teraz powinnam już być szczęśliwa… Ale zaraz, dlaczego 10 W, skoro można troszkę więcej? 😂 No i pojawił się wzmacniacz na 2 m. Na razie dopinany w miarę potrzeb, bo trzeba mu znaleźć miejsce.
Terenu nie podnieśliśmy, za to w radiowym kąciku zrobiło się jakby ciaśniej… 😉
