W poniedziałek była Romanka i Lipowska a już dzisiaj Kudłoń i Turbacz 😊 Kiedyś te szczyty były dla mnie osobnymi wycieczkami. Miałam wtedy więcej czasu, a na plecach wędrował ze mną end feed, Radiora i moje ulubione radio IC-705. Dzięki temu mogłam robić łączności zarówno na UKF, jak i KF.
Teraz czasu mam zdecydowanie mniej, ale chęci do gór i do łączności nie zniknęły. Doszły też nowe zajawki, więc trzeba było znaleźć kompromis. I znalazłam – Baofeng w plecaku, dłuższe trasy i więcej radości z samej wędrówki.


Kudłoń – już po raz czwarty
Na Kudłoniu byłam już czwarty raz i wciąż uwielbiam ten szlak – szczególnie widokowe podejście przez Polanę Stawieniec i Gorc Troszacki. Na szczycie zameldowałam się przed dziewiątą, nikogo po drodze nie spotykając… no, chyba że liczyć pasikoniki 🦗.
Rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam wołać. Odpowiedzi było sporo, a miłe rozmowy sprawiły, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. Skończyło się na 11 QSO, aromatycznej kawie i ruszeniu w dalszą drogę.

Turbacz – nowe spojrzenie
Kolejny cel – Turbacz. Byłam tu już dwa lata temu, ale wychodziłam innym szlakiem. Tym razem trasa była równie widowiskowa – aż żal byłoby nie zatrzymać się i nie napawać tym, co wokół mnie się rozciągało.
Tym razem zrobiłam 14 QSO. W południe na szlakach zrobiło się tłoczniej, a kulminacja nastąpiła oczywiście pod schroniskiem i na samym szczycie – „ludzi jak mrówków”. I te „mrówki” to jeden z powodów tak wczesnego wchodzenia na szlak.


Ale nie powiem – ci ludzie też się czasem przydają. Zwłaszcza gdy trzeba zrobić zdjęcie z samą sobą w kadrze 😉. A rano ludzi jak na lekarstwo toteż testowałam samowyzwalacz w telefonie – zabawy miałam co niemiara. Niby oczywiste, ale nie dla mnie – wyszło jako tako, ale najważniejsze, że działa! Po powrocie Janusz widząc mój telefon za głowę się chwycił i od razu zamówił mi szybkę ochronną, etui „górskoodporne” i selfiesticka. 😂 Dział techniczny, jak zawsze, na posterunku 💪.
Podsumowanie
Cała wędrówka zajęła mi ponad 10 godzin, a nogi przeprowadziły mnie przez 28 km. Do tego jeszcze 3 godziny dojazdu. Sporo wysiłku, ale bilans dnia to: góry, radio, rozmowy, piękne widoki i satysfakcja. A to przecież najważniejsze.
To był dobry dzień.😍😍😊