Babia Góra SP/BZ-001

Na parking dotarłam o 5:30 (Przełęcz Krowiarki), co oznacza, że z domku wyjechałam godzinę wcześniej. Podejrzana wydała mi się ilość samochodów, ale tylko przemknęła mi przez głowę taka myśl i… pognała hen daleko gdzieś przed siebie. 🐴

Na szlak weszłam od razu – oczywiście czerwonym, bo to mój ulubiony. Na Babią chodziłam już naście razy i chyba tylko od strony słowackiej jeszcze nie startowałam.

Na szczyt dotarłam (a raczej: przedarłam się) o 8:00. Dlaczego „przedarłam”? Bo wyjaśniła się zagadka ilości samochodów – to ludzie, którzy przyszli na wschód słońca. Gdyby ich spakować, pewnie dwa autokary by się uzbierały. Na szczęście był to tylko chwilowy zator – potem zostałam tylko ja, przyroda i zero „człowieków”.😍

U celu mojej wędrówki spotkałam jedynie młodą dziewczynę z Bieszczad – zamieniłyśmy kilka słów i przyszedł czas na aktywację. Po drodze na szczyt napotkany turysta zrobił mi fotki na pięknym tle. Starałam się jakoś wyglądać, ale cóż – rzeczywistości nie zaczarujesz. Plecak im wyżej, tym stawał się lżejszy, za to ubrań na mnie przybywało. Na szczycie miałam już na sobie wszystko, łącznie z czapeczką.

Nie ukrywam, że  wykorzystałam jeszcze dwóch panów którzy akurat nadeszli – poprosiłam, żeby nagrali moją łączność. Tyle że zapomniałam powiedzieć, że wystarczy tylko jedną. Zanim się zorientowałam, pan zmarzł, kręcąc aż 4 minuty mojej gadaniny. Dla mnie oczywiste było jedno QSO, a on czekał, aż skończę chyba całą aktywację (chociaż dla nich nie bardzo było jasne gdzie ta jedna łączność się zaczyna a gdzie kończy 🤣).

Aktywacja była nad wyraz udana – 15 sympatycznych łączności, rzecz jasna na UKF. Najdalsza stacja, z którą udało mi się połączyć, to Kielce 😊.
Łączności były radosne (przynajmniej z mojej strony)😁 a przy okazji dowiedziałam się o październikowym zlocie sotowców.

Potem przerwa na kawę i jedzonko – i pora była wracać. Na parking dotarłam o 10:40, tak że cała moja wędrówka, z podziwianiem widoków, konsumpcją, łącznościami i gadaniną na szlaku, trwała 5 godzin (krótko za krótko ale niestety pora była wracać do pracy).

A co do powrotu… cóż, kolejka ludzi kończyła się na szczycie, a zaczynała już na parkingu.

Jaką frajdę dają mi te wycieczki, jakie emocje wywołują, najlepiej widać było po reakcjach spotykanych ludzi. Po prostu nie mogli się nie uśmiechnąć – mimo iż mozolnie wspinali się na górę – na moje radosne:
„Dzień dobry! Dobry, bo w górach!” 🌄

Tyle dobrego – i dla mnie, i dla innych 😊😊

A Babia Góra?  Znowu dała mi moc pozytywnej energii – i radiowej, i życiowej. 📡💚

Dodaj komentarz