SOTA Mogielica i Jasień

Jak mówi ludowe porzekadło, nieszczęścia chodzą parami. A skoro ja chodzę sama, to nasuwa się logiczny wniosek, że w takim razie muszę być szczęściem. 😊 Koniecznie muszę to uświadomić mężowi – ale on to chyba wie 🤗

Ale ja właściwie nie o tym. To była tylko jedna z tych myśli, które zupełnie nie wiadomo skąd pojawiają się w głowie podczas samotnej wędrówki. Jedna pociąga za sobą drugą, potem następną i zanim człowiek się obejrzy, zdąży rozwiązać połowę problemów świata. Albo przynajmniej dojść do wniosku, że samemu jest się szczęściem. 😉

Swoją przygodę z górami zaczynałam w Tatrach i nadal za nimi tęsknię. Nie na tyle jednak, żeby w wakacyjnym sezonie pchać się w tłum turystów. Coraz bardziej doceniam nie tylko piękne widoki, lecz także ciszę i odpoczynek od codziennego zgiełku. To, że słyszę liście poruszane przez wiatr, mogę położyć się na trawie, spojrzeć w niebo i przez chwilę zupełnie nic nie muszę.

Samochód zostawiłam na parkingu na Przełęczy Rydza-Śmigłego i jak zwykle wyruszyłam bardzo wcześnie. Na szlaku cicho i pusto. Pierwszym co przykuło moją uwagę było mrowisko, co prawda opuszczone ale jednak widok jak dla mnie niezwykle rzadki. A drugim stado sarenek i jelonków 

Pierwszym celem była Mogielica. Podejście, znajoma wieża widoczna już z daleka, szczyt i oczywiście aktywacja SOTA. W plecaku miałam drona, jedzenie i wodę, więc na sprzęt radiowy zostało niewiele miejsca — akurat tyle, żeby upchnąć Baofenga z antenką. Na szczęście więcej nie było potrzeba. Łączności były, jak zwykle sympatyczne, więc radiowa część zadania została wykonana 😊.

Zgodnie z tradycją, którą wymyśliłam sobie pod koniec ubiegłego roku, na szczycie zostawiłam również własnoręcznie pomalowany kamyk. Jeden szczyt, jedna aktywacja i jeden kamyk, który być może wyruszy później w dalszą podróż.

Był również czas na drona. Tym razem przed wyjazdem prawie wszystko sprawdziłam, wyciągając wnioski z poprzednich wypraw:

Logowanie do DronTower — jest.
Stan baterii — sprawdzony.
Filtry na obiektyw — zabrane.
Logowanie do DJI Fly…

No właśnie. Tego nie sprawdziłam🫢.

Oczywiście przypomniało mi się o tym dopiero na szlaku, kiedy aplikacja ograniczyła mi pułap lotu. Na szczęście udało się naprawić „błąd systemu” i dron mógł już polecieć tak, jak powinien. Kolejny wniosek na przyszłość został zapisany w głowie: przed wyjazdem sprawdzić logowanie do wszystkich aplikacji. Szkoda czasu w górach na takie bzdurki.

A widoki z góry zdecydowanie były warte wypuszczenia drona. Mogielica z wieżą, szerokie polany i mały „ludź” z kontrolerem w rękach — wszystko z lotu ptaka wygląda zupełnie inaczej a niektórzy nawet lepiej 😀😂

Jasień zdobyłam raz, ale Krzysztonów, Kutrzycę i Mogielicę „zaliczyłam” tego dnia również po raz drugi. W sumie to jednak nie wiem jak to jest jeśli rano aktywowałam Mogielicę a popołudniu tego samego dnia byłam tam po raz drugi to czy mogę robić łączności w ramach jednej aktywacji? hmm

Nie narzekałam. Pogoda dopisała, na trasie praktycznie nie było ludzi, wokół cisza, przestrzeń i widoki. Był czas na odpoczynek, jedzenie, radio, drona i zwyczajne pobycie ze sobą. Właśnie za to coraz bardziej lubię samotne wędrówki.

Na Jasieniu ponownie wyciągnęłam Baofenga i zrobiłam kolejną aktywację i kolejny kamyk zostawiłam. Korespondenci nie zawiedli, a sympatyczne głosy w radiu przypomniały mi, że nawet jeśli po górach chodzę sama, tak naprawdę nigdy nie jestem tam zupełnie sama.

W drodze powrotnej ponownie przeszłam przez Kutrzycę, Krzysztonów, Polanę Stumorgową i Mogielicę. Kiedy dotarłam na jej szczyt, zajrzałam do miejsca, w którym rano zostawiłam pomalowany kamyk. Już go nie było.

Czyli ruszył w swoją własną drogę. I właśnie o to chodziło. 😊

Podsumowując: 21 kilometrów, 1356 metrów przewyższenia, 11 godzin w górach od wyjścia z parkingu do powrotu oraz dodatkowe 3 godziny spędzone w samochodzie. Do tego dwie aktywacje SOTA, loty dronem, cisza, puste szlaki i kilka szczytów zdobytych dla pewności po dwa razy.

Udany dzień? Zdecydowanie!

A skoro nieszczęścia chodzą parami, a ja chodzę sama, to wszystko się zgadza — szczęście ze mnie jak nic. 😁

Dodaj komentarz